Hello World: Czyli jak zbudowałem serwerownię z elektrośmieci
Inicjalizacja
Witaj w internecie. Jeśli to czytasz, to znaczy, że mój serwer (stary Dell Optiplex znaleziony w kontenerze za Biedronką) akurat ma dobry dzień i postanowił nie wybuchnąć.
Dlaczego to robię?
To doskonałe pytanie, na które nie mam dobrej odpowiedzi. Mógłbym powiedzieć, że chodzi o “naukę”, “rozwój” i “zrozumienie chmury”. Ale bądźmy szczerzy – chodzi o to, żeby światełka w szafie migały w rytm szumu wentylatorów, a herbata stygła wolniej przy ciepłym powietrzu z wylotu.
Ten blog to dokumentacja mojej walki z materią. Nie znajdziesz tu:
- Profesjonalnych porad (chyba że “zrestartuj to” uznajesz za profesjonalizm).
- Sprzętu za miliony monet (moim najdroższym komponentem jest przedłużacz).
- Testów jednostkowych (testujemy na produkcji, jak prawdziwi mężczyźni).
Architektura Biedy
Mój obecny setup, z którego jestem irracjonalnie dumny:
- Główny Węzeł: Laptop bez ekranu, przyklejony taśmą do ściany. Działa jako Hypervisor, Router i Ogrzewanie centralne.
- Storage: Dyski HDD wyjęte z dekoderów telewizyjnych. Klikają, więc żyją.
- Sieć: Switch 100Mbps, bo gigabit to burżuazja.
Plany na przyszłość
Plan jest prosty: dołożyć tyle kontenerów Dockera, aż sąsiedzi zaczną skarżyć się na spadki napięcia w sieci. A potem to udokumentować.
Zostańcie nastrojeni. Albo nie. W sumie to nie wiem, czy ten serwer dożyje jutra.
> logout